Ile razy chciałaś to wszystko rzucić, dać się ponieść chwili i zostawić wszystkie problemy i wyjść?
Jesteś mamą , żoną, panią domu, koleżanką , przyjaciółką i pocieszycielką. Starasz się pomóc każdemu kto Cię o to poprosi. Wysłuchasz każdego kto tego potrzebuje nawet o trzeciej w nocy. A to przyjaciółce nie układa się z mężem, koleżanka z pracy ma problem z synem. Sąsiadce uciekł ukochany kotek. Starasz się nie zawieść każdego kto oczekuje od Ciebie pomocy i wysłuchania , dobrej rady. Przez Twoją głowę przeplatają się myśli i problemy obcych ludzi. Do tego dzieci , mąż i problemy w pracy.
Wracają do domu z pracy słuchasz jak sąsiadka lamentuje bo pies sąsiada obsikał jej drzwi. Wchodzisz do domu od progu dzieci pytają co na obiad , a kiedy będzie ich ulubiona bajka i czy aby na pewno pójdziecie dzisiaj na plac zabaw.
Mimo iż masz dość całego tego bajzlu, idziesz z dzieciakami na plac zabaw. Siadasz na ławce i obserwujesz jak dzieci pochłonięte zabawą zapominają że jesteś obok. Nagle dzwoni telefon. Koleżanka dzwoni żeby się pożalić że nie układa jej się z mężem i nie wie co ma zrobić, prosi Cię o radę. Starasz się wczuć w sytuację, mówisz jej co byś zrobiła na jej miejscu, a ona nagle się obraża bo nie takiej odpowiedzi oczekiwała.
NIEEEE STOP DOŚĆ TEGO !!!!!
Czy ja jestem jakimś psychologiem, czy ja ludzie nie mam własnego życia. Ja rozumiem że przyjaciółka potrzebuje pomocy i nie mam jej tego za złe. Ale przelewanie na kogoś swoich problemów to nie rozwiązanie ich. Nikt nie przeżyje życia za nas, nie przerzucajmy wyborów których musimy dokonać w życiu na osoby trzecie, bo to nasze problemy i wybory.
Są dni takie jak ten, w które marzę o tym aby cały świat przestał istnieć. Aby po powrocie z pracy zamknąć się w pokoju, na łóżku owinięta kocykiem popijać herbatę z sokiem malinowym. A gdzieś tam za drzwiami świat radził sobie sam. Chyba każda z nas czasem tak ma i potrzebuje chwili aby skupić się tylko na sobie i własnej rodzinie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty
piątek, 20 października 2017
wtorek, 8 sierpnia 2017
Ten dzień
Ten dzień , dopada każdą z nas. Wstajesz rano i już wiesz że to będzie ten dzień. Od rana masz zły humor wściekasz się na wszystko, nawet powietrze Cie denerwuje. Dzieci marudzą , mąż nie ułatwia. Wszyscy coś od Ciebie chcą , a Ty chcesz jedynie żeby dali Ci święty spokój. Kawa nie pomaga, masz wrażenie że zaraz wybuchniesz. Jedna iskierka i dostaniesz samozapłonu. Zupa wykipiała , dzieciaki z przedszkola wracały z płaczem, a mąż zadzwonił że będzie późno.
Wysłałabyś wszystkich w kosmos, nawet sąsiadkę która z uśmiechem na twarzy powiedziała Ci dzień dobry. Szlak Cie trafia, dzieci oglądają za głośnio bajkę , pies szczeka za oknem. Nie wiesz co masz ze sobą zrobić. Potrzebujesz rozładowania, chwili wyciszenia , samotności i czegoś co pozwoli Ci odetchnąć.
Nie wstydź się ja też tak mam , i pewnie wiele innych kobiet na świecie. Mamy tyle na głowie dom, dzieci do tego czasem i praca. Człowiek jest tylko człowiekiem. W taki dzień jak ten zrób coś dla siebie, coś co pozwoli Ci się odprężyć. Zjedz loda , ciastko. Jedź do kina albo idź pobiegaj. Mi w takie dni pomaga , słuchanie głośnej muzyki. Zmieniam kolor włosów albo od razu fryzurę. I jest jeszcze parę takich rzeczy które mi pomagają. A Ty jak sobie radzisz w takie dni ?
Wysłałabyś wszystkich w kosmos, nawet sąsiadkę która z uśmiechem na twarzy powiedziała Ci dzień dobry. Szlak Cie trafia, dzieci oglądają za głośnio bajkę , pies szczeka za oknem. Nie wiesz co masz ze sobą zrobić. Potrzebujesz rozładowania, chwili wyciszenia , samotności i czegoś co pozwoli Ci odetchnąć.
Nie wstydź się ja też tak mam , i pewnie wiele innych kobiet na świecie. Mamy tyle na głowie dom, dzieci do tego czasem i praca. Człowiek jest tylko człowiekiem. W taki dzień jak ten zrób coś dla siebie, coś co pozwoli Ci się odprężyć. Zjedz loda , ciastko. Jedź do kina albo idź pobiegaj. Mi w takie dni pomaga , słuchanie głośnej muzyki. Zmieniam kolor włosów albo od razu fryzurę. I jest jeszcze parę takich rzeczy które mi pomagają. A Ty jak sobie radzisz w takie dni ?
poniedziałek, 24 lipca 2017
Miłość czy wygoda...
Może jestem dziwna. Nie wróć ja jestem dziwna.
Ale nie rozumiem, nie rozumiem, par , kobiet. Które są ze sobą bo... Bo na przykład : Jestem z nim bo mnie utrzymuje, bo daje mi kasę na każdą zachciankę , czy go kocham ? Nie ważne , przecież jesteśmy razem.
" Tak normalnie sypiamy ze sobą, chodź ja nie lubię seksu,nie ważne on robi swoje ja oglądam tv i mam spokój na tydzień"
A gdzie uczucie bliskości, ciepła, miłości. Przecież małżeństwo czy związek dwojga ludzi to nie kara od życia czy niewolnictwo. Decydując się na bycie z kim przecież nie robisz tego za karę tylko dlatego że się kochacie, lubicie i szanujecie.
" Sypiam z nim gdy czegoś potrzebuję lub chcę żeby mi kupił nową torebkę lub buty a normalnie nie chciał się zgodzić. Traktuję sex z nim jak kartę przetargową."
A gdzie w tym wszystkim miłość i troska o uczucia tej drugiej osoby, ludzie nauczyli się że seksem załatwią w dzisiejszych czasach wszystko , nawet własnego męża traktują jak potencjalnego sponsora.
" nie ważne że nie ma go w domu przez całe miesiące, przecież przelewa pieniądze na konto. Mamy z dziećmi wszystko czego trzeba..."
Czy na pewno wszystko? A gdzie tata który pójdzie z dzieckiem na rower lub mecz. Gdzie mąż który przytuli po ciężkim dniu w domu z dziećmi. A pocałunek z rana na przebudzenie i czułe " Dzień doby kochanie " .
Czasami nie rozumiem dokąd zmierza dzisiejszy świat, pieniądze są dla ludzi ważniejsze niż uczucia i wzajemny szacunek. Miłość, nie można jej kupić ale czy na pewno nie ?
Jestem z moim mężem już 12 lat razem z czego 11 lat po ślubie , nie wyobrażam sobie żebyśmy żyli jednym z powyższych cytatów ,. Kocham go i wiem że on mnie kocha szanujemy na wzajem siebie i swoje potrzeby. Mimo iż jestem na jego utrzymaniu , nigdy nie dał mi tego odczuć ani nigdy nie musiałam prosić się o jałmużnę. Wzajemne dbanie o miłość i uczucie pozwala przetrwać nawet największy kryzys.
Ale nie rozumiem, nie rozumiem, par , kobiet. Które są ze sobą bo... Bo na przykład : Jestem z nim bo mnie utrzymuje, bo daje mi kasę na każdą zachciankę , czy go kocham ? Nie ważne , przecież jesteśmy razem.
" Tak normalnie sypiamy ze sobą, chodź ja nie lubię seksu,nie ważne on robi swoje ja oglądam tv i mam spokój na tydzień"
A gdzie uczucie bliskości, ciepła, miłości. Przecież małżeństwo czy związek dwojga ludzi to nie kara od życia czy niewolnictwo. Decydując się na bycie z kim przecież nie robisz tego za karę tylko dlatego że się kochacie, lubicie i szanujecie.
" Sypiam z nim gdy czegoś potrzebuję lub chcę żeby mi kupił nową torebkę lub buty a normalnie nie chciał się zgodzić. Traktuję sex z nim jak kartę przetargową."
A gdzie w tym wszystkim miłość i troska o uczucia tej drugiej osoby, ludzie nauczyli się że seksem załatwią w dzisiejszych czasach wszystko , nawet własnego męża traktują jak potencjalnego sponsora.
" nie ważne że nie ma go w domu przez całe miesiące, przecież przelewa pieniądze na konto. Mamy z dziećmi wszystko czego trzeba..."
Czy na pewno wszystko? A gdzie tata który pójdzie z dzieckiem na rower lub mecz. Gdzie mąż który przytuli po ciężkim dniu w domu z dziećmi. A pocałunek z rana na przebudzenie i czułe " Dzień doby kochanie " .
Czasami nie rozumiem dokąd zmierza dzisiejszy świat, pieniądze są dla ludzi ważniejsze niż uczucia i wzajemny szacunek. Miłość, nie można jej kupić ale czy na pewno nie ?
Jestem z moim mężem już 12 lat razem z czego 11 lat po ślubie , nie wyobrażam sobie żebyśmy żyli jednym z powyższych cytatów ,. Kocham go i wiem że on mnie kocha szanujemy na wzajem siebie i swoje potrzeby. Mimo iż jestem na jego utrzymaniu , nigdy nie dał mi tego odczuć ani nigdy nie musiałam prosić się o jałmużnę. Wzajemne dbanie o miłość i uczucie pozwala przetrwać nawet największy kryzys.
poniedziałek, 26 czerwca 2017
Ja samolubna i nie matka polka..
Zbrzydł mi stereotyp oraz obraz mamy i żony idealnej. W filmach, reklamach, serialach i internecie. Wszędzie pokazują te perfekcyjne mamy które mają zadbany i nienaganny wygląd oraz dom. Zdrowe obiadki i brak słodyczy. Nie jestem i nigdy nie będę mamą i żoną idealną. Nie przeszkadzają mi spojrzenia oraz hejty posyłane w moją stronę. Jest w moim życiu parę takich rzeczy przez które nigdy nie będę taką typową "matką polką".
* rano kawę zawsze piję ciepłą, po mimo bycia mamą trójki dzieci. Niech pobiegają po domu trochę w piżamie. Jak trochę dłużej poczekają na śniadanie, chętniej je później zjedzą.
*czasem na obiad dostaną odmrażane pierogi lub hamburgera
* rzucam w domu zaklęcia - tak przeklinam przy dzieciach
*krzyczę w domu, bo czasami nie da się ich inaczej doprowadzić do porządku
*pozwalam dzieciom siedzieć przed telewizorem, nawet pół dnia- by mieć czas dla siebie
*bez makijażu z z domu nie wyjdę,nawet gdy grozi to spóźnieniem się dzieci do przedszkola
*wyjadam słodkie kiedy dzieci nie widzą
*okłamuje własne dzieci , tłumacząc że coś jest złe a później robię to sama
* zamykam się w łazience na łucznik
*pranie poczeka ze składaniem jeszcze drugi dzień
*kurz , jak już tyle poleżał to niech jeszcze po leży.
To tylko nie które punkty moich karygodnych zachowań. Nie będę się ukrywać i udawać kogoś kim nie jestem. Wstaję rano i nie zaczyna mi się bajka tylko codzienność. Która nie jest piękna i idealnie kolorowa. Moje dzieci i mąż są szczęśliwi ja jestem szczęśliwa i to się liczy. A że czasem jestem samolubna ! No cóż chyba każda z nas trochę jest.
* rano kawę zawsze piję ciepłą, po mimo bycia mamą trójki dzieci. Niech pobiegają po domu trochę w piżamie. Jak trochę dłużej poczekają na śniadanie, chętniej je później zjedzą.
*czasem na obiad dostaną odmrażane pierogi lub hamburgera
* rzucam w domu zaklęcia - tak przeklinam przy dzieciach
*krzyczę w domu, bo czasami nie da się ich inaczej doprowadzić do porządku
*pozwalam dzieciom siedzieć przed telewizorem, nawet pół dnia- by mieć czas dla siebie
*bez makijażu z z domu nie wyjdę,nawet gdy grozi to spóźnieniem się dzieci do przedszkola
*wyjadam słodkie kiedy dzieci nie widzą
*okłamuje własne dzieci , tłumacząc że coś jest złe a później robię to sama
* zamykam się w łazience na łucznik
*pranie poczeka ze składaniem jeszcze drugi dzień
*kurz , jak już tyle poleżał to niech jeszcze po leży.
To tylko nie które punkty moich karygodnych zachowań. Nie będę się ukrywać i udawać kogoś kim nie jestem. Wstaję rano i nie zaczyna mi się bajka tylko codzienność. Która nie jest piękna i idealnie kolorowa. Moje dzieci i mąż są szczęśliwi ja jestem szczęśliwa i to się liczy. A że czasem jestem samolubna ! No cóż chyba każda z nas trochę jest.
piątek, 9 czerwca 2017
Mamo jeszcze pięć minut...
Komputer, tablet, smartfon,laptop używki naszych dzieci.Niestety dzieci w dzisiejszych czasach już od najmłodszych lat używają tego typu "zabawek" , jednak problem nie leży w dzieciach a w nas rodzicach.
Trzylatek oglądający bajki przez cały dzień na laptopie czy tablecie, czy to jego wina że siedzi cały dzień przed bajkami? Otóż nie to wina jego mamy, która zamiast dać dziecku zabawkę pokazać jak ma się bawić. Daje trzylatkowi tableta z bajkami i ma spokój do końca dnia. Dzieci bardzo szybko uzależniają się od bajek i gier.
Sama jestem mamą trójki dzieci wychowywanych na smartfonach i innych gadżetach które nam mamą ułatwiają życie i pozwalają na chwilę dla siebie lub na spokojne wypełnianie obowiązków domowych. Poruszyłam ten temat bo sama mam problem z moimi dziećmi, które nie potrafią już żyć bez bajek. W natłoku codziennych obowiązków jest nam łatwiej i wygodniej dać dziecku, smartfona niech się zajmie samo sobą, niż wymyślać dziecku kreatywną zabawę.
Na początku myślałam sobie dam dziecku raz drugi trzeci np. laptopa, jak nie mam czasu i będzie dobrze, a jak będę miała czas to będziemy się bawić. Niestety, moje dzieci już tak uzależniły się od elektroniki że ciężko jest ich od tego oderwać.
Próby zakazania lub ograniczenia im, bajek gier itd. kończy się nerwami, histerią i awanturą. Niestety dopiero teraz zaczeło do mnie docierać i zauważyłam że im więcej moje dzieci siedzą przy komputerze, tym są bardziej nerwowe, nie portafią się skupić na normalnej zabawie, są rozkojarzone i niespokojne.
Po mimo awantur, histerii, krzyków i protestów postanowiłam że każde z moich dzieci może grać na komputerze lub smartfonie pół, godziny a bajki mogą oglądać godzinę dziennie. Mam nadzieję że uda mi się wytrwać w tym postanowieniu.
Na początku myślałam sobie dam dziecku raz drugi trzeci np. laptopa, jak nie mam czasu i będzie dobrze, a jak będę miała czas to będziemy się bawić. Niestety, moje dzieci już tak uzależniły się od elektroniki że ciężko jest ich od tego oderwać.
Próby zakazania lub ograniczenia im, bajek gier itd. kończy się nerwami, histerią i awanturą. Niestety dopiero teraz zaczeło do mnie docierać i zauważyłam że im więcej moje dzieci siedzą przy komputerze, tym są bardziej nerwowe, nie portafią się skupić na normalnej zabawie, są rozkojarzone i niespokojne.
Po mimo awantur, histerii, krzyków i protestów postanowiłam że każde z moich dzieci może grać na komputerze lub smartfonie pół, godziny a bajki mogą oglądać godzinę dziennie. Mam nadzieję że uda mi się wytrwać w tym postanowieniu.
Wczoraj moja przyjaciółka uświadomiła mi jedną rzecz. Nie wszyscy muszą Cię lubić żebyś była szczęśliwa...Lepiej mieć jedną zaufaną przyjaciółkę, niż stado zakłamanych koleżanek.Wiem sama po sobie. Wiem też że mam bardzo ciężki charakter i ciężko jest mnie zrozumieć, dlatego tym bardziej dziękuje tym którzy są przy mnie już bardzo długo. Mam takie małe grono koleżanek jeszcze z czasów szkolnych, które są przy mnie i z którymi mam stały kontakt. Na paru nowo poznanych koleżankach szybko się zawiodłam i nie wiedziałam że można być tak fałszywym. Życie uczy nas że nie każdemu kto się do nas ładnie uśmiecha, można ufać.
Kiedyś myślałam że takie oczernianie kogoś, a potem udawanie przyjaciela zdarza się tylko w czasach kiedy jesteśmy nastolatkami. Przekonałam się że jednak tak nie jest. Chodź wiem że sama święta nie jestem,to nie mogę zrozumieć, po co ktoś zadaje się z Tobą tylko po to żeby potem Cię obgadywać. Najbardziej nie lubię kiedy ktoś koleguje się z Tobą tylko wtedy gdy ma z tego jakieś korzyści, a gdy nic od Ciebie nie potrzebuje zapomina o Twoim istnieniu. Znam siebie i wiem że mam ciężki charakter oraz że jestem wredna, ale dzięki temu zostają przy mnie tylko osoby które na prawdę szczerze mnie lubią. Nie zamierzam się zmieniać bo dobrze mi ze sobą a to najważniejsze żeby przede wszystkim lubić samego siebie.
Kiedyś myślałam że takie oczernianie kogoś, a potem udawanie przyjaciela zdarza się tylko w czasach kiedy jesteśmy nastolatkami. Przekonałam się że jednak tak nie jest. Chodź wiem że sama święta nie jestem,to nie mogę zrozumieć, po co ktoś zadaje się z Tobą tylko po to żeby potem Cię obgadywać. Najbardziej nie lubię kiedy ktoś koleguje się z Tobą tylko wtedy gdy ma z tego jakieś korzyści, a gdy nic od Ciebie nie potrzebuje zapomina o Twoim istnieniu. Znam siebie i wiem że mam ciężki charakter oraz że jestem wredna, ale dzięki temu zostają przy mnie tylko osoby które na prawdę szczerze mnie lubią. Nie zamierzam się zmieniać bo dobrze mi ze sobą a to najważniejsze żeby przede wszystkim lubić samego siebie.
Moja rodzinka
W środę minie 12 lat odkąd jestem z moim mężem, to taka nasza rocznica.Poznaliśmy się dokładnie 13 marca 2005r, a dwa dni później już byliśmy parą.Między nami przez te dwanaście lat bywało różnie, mieliśmy swoje wzloty i upadki. Czasami bywało gorzej,czasami lepiej, ale jesteśmy razem i myślę że jest nam ze sobą dobrze. Moją receptą na udany związek jet przede wszystkim :zrozumienie,zaufanie,rozmowa, i partnerstwo.W naszym związku to mój mąż jest tym spokojnym i opanowanym człowiekiem, ja zaś, no właśnie nigdy nie wiadomo co wymyślę. Po ślubie cywilnym jesteśmy już prawie jedenaście lat (minie nam w maju),kościelny wzieliśmy dopiero pięć lat temu w święta Bożego Narodzenia. Jesteśmy szczęśliwi, po mimo iż musieliśmy się dotrzeć.Mamy wspaniałe dzieci ( Filip,Oskar i Magda).Jesteśmy zwyczajną rodziną, chodź wydaje mi się czasem że nie do końca. Jak każda rodzina mamy swoje przyzwyczajenia i zasady.Czy jetem dobrą mamą ?
Tego sama nie wiem jak każda mama chcę dla swoich dzieci jak najlepiej, ale mam swoje wady i zalety. Na pewno brakuje mi stanowczości i wytrwałości, bardzo łatwo też mnie wytrącić z równowagi.Szalonych pomysłów i miłości nam nie brakuje. Kocham moją rodzinę, bez nich moje życie nie miało by sensu.
Tego sama nie wiem jak każda mama chcę dla swoich dzieci jak najlepiej, ale mam swoje wady i zalety. Na pewno brakuje mi stanowczości i wytrwałości, bardzo łatwo też mnie wytrącić z równowagi.Szalonych pomysłów i miłości nam nie brakuje. Kocham moją rodzinę, bez nich moje życie nie miało by sensu.
Moja Wielkanoc
Jeszcze 9 dni i święta Wielkanocne. Zacznie się szykowanie, sprzątanie i zamieszanie. Święta teraz, a kiedyś... Gdy sama byłam dzieckiem uwielbiałam Wielkanoc, zawsze nie mogłam się doczekać niedzieli rana i tego że wszyscy pójdziemy do babci na świąteczne śniadanie. To były święta. Do babci zjeżdżała się cała rodzina, przy stole było wesoło i głośno.Po śniadaniu razem z kuzynostwem biegaliśmy razem po podwórku,z utęsknieniem czekając na poniedziałek i na te chwile kiedy będziemy mogli bezkarnie lać się wodą. I tak też było. Od rana każde z nas biegało po domu oraz podwórku z butelką lub wiadrem wody i czekało aż ktoś się pojawi żeby go można było oblać. Nie raz lądowałam w stawie, który znajdował się w pobliżu domu. Wspomnień jest bardzo dużo i to naprawdę piękne wspomnienia. A teraz, teraz wszystko się zmieniło. Każde z nas ma swoje rodziny. Nie spotykamy się już u babci na śniadaniu. Jeśli już się widzimy to przez chwilę. Każdy gdzieś się spieszy i nie ma czasu nawet porozmawiać. Nasze dzieci już nie będą miały takich świąt jak my. Niby spotykamy się z rodziną na święta ale to już nie jest to samo. Nasze dzieci nie mają już nawet takich lanych poniedziałków jakie mieliśmy my. Bardzo brakuje mi tych czasów tych moich świąt Wielkanocnych.
Moje uzależnienia
Są rzeczy bez których ludzie nie potrafią żyć. Najważniejsze to powietrze, jedzenie i picie. Nie będę pisać że rodzina, dzieci, mąż i bliscy, bo to ludzie nie rzeczy bez których nie potrafię żyć.
Ja oprócz tych podstawowych rzeczy potrzebnych do życia mam takie swoje bez których nie mogę żyć.
Są to rzeczy z którymi nie rozstaję się na co dzień. Pierwszą taką rzeczą jest smartfon. Nie wyobrażam sobie dnia bez telefonu, towarzyszy mi wszędzie gdzie jestem. Lubie mieć stały dostęp do portali społecznościowych, mieć kontakt ze znajomymi i rodziną. Wiem że to takie uzależnienie.
Drugą taką rzeczą i to połączoną z pierwszą jest internet. Stały dostęp do internetu to dla mnie coś bardzo ważnego. Bez internetu nie mogłabym prowadzić mojego bloga, sprawdzać portali społecznościowych oraz pisać ze znajomymi.
Trzecią taką rzeczą jest kawa, o każdej porze dnia i nocy.Dosłownie, bo nie przeszkadza mi ilość wypitej kawy oraz godziny jej picia. Ważne żeby była z cukrem i mlekiem. Najlepsza dla mnie jest kawa rozpuszczalna, a uwielbiam latte macchiato.Nawet dla tej kawy kupiłam sobie ekspres.
Ostatnim moim uzależnieniem są słodycze i one to chyba powinny być na pierwszym miejscu. Bez słodyczy i czegoś słodkiego nie wyobrażam sobie dnia. Chodź wiem że nie powinnam, bo muszę zgubić parę kilo.Ale nie potrafię, nie umiem nie zjeść czegoś słodkiego przez cały dzień.
Jest jeszcze wiele rzeczy dla mnie bardzo ważnych, ale wymieniłam te bez których mój dzień byłby dniem straconym.
Ból po śmierci
Śmierć bliskiej nam osoby, każdy z nas tego doświadczył. Szok,tęsknota,uczucie niesprawiedliwości,żal i ból. Żałoba, każdy z nas przechodzi ją na swój sposób. Pierwszym takim etapem jest szok któremu towarzyszy płacz i załamanie.Ale nie wszyscy okazują cierpienie po stracie bliskiej osoby płaczem. Są i tacy którzy duszą to w sobie, rzucając się na przykład w wir pracy, szukają czegoś co pozwoli im nie myśleć. Szukają czegoś co da im zmęczenie fizyczne,aby nie czuć bólu psychicznego. Śmierć jest czymś na co nie potrafimy się przygotować, nawet gdy wiemy że bliska nam osoba jest chora i w każdej chwili może od nas odejść, ból, szok i cierpienie i tak nas nie ominął. Uczucie pustki oraz tęsknota są czymś normalnym w takim momencie. Każdy z nas jest inny i inaczej przechodzi żałobę, pamiętajmy jednak jedno że żałobę nosimy w sercu, nie na ramieniu. W naszej kulturze przyjęło się że człowiek w żałobie ubiera się na czarno.Ale czy naprawdę ma to jakieś znaczenie jak będziemy chodzić ubrani (nie mówię tu o pogrzebie), tak naprawdę ważna jest pamięć i to że ta osoba zawsze zostanie w naszych sercach. Są i tacy którzy po śmierci bliskiej osoby chcą być sami że sobą, chcą uporać się z tą stratą samotnie.Ja osobiście nie wiem po co komu stypa, rodzina zmarłej osoby zasiada przy jednym stole,żeby zjeść razem obiad. Każdy zaczyna opowiadać co tam u niego, bo przecież normalnie się nie widują, ostatni raz wszyscy razem widzieli się właśnie na pogrzebie. Te sztuczne uśmiechy do siebie nawzajem i pocieszenie. Nigdy nie mogłam zrozumieć,czemu miało by to służyć. Ja po śmierci mojej babci + 20.12.2010,(mamy mojej mamy), bardzo długo nie mogłam się pozbierać, nigdy nie zapomnę tego widoku kiedy widziałam ją po raz ostatni w szpitalu. Była dla mnie najbliższą osoba na ziemi.To ona nauczyła mnie jak patrzeć na świat przez pryzmat szczęścia.Pamiętajmy że osoba która od nas odeszła na pewno nie chciałaby aby nasze życie skończyło się wraz z jej odejściem. Zapamiętajmy naszych bliskich którzy odeszli, takimi jacy byli, jakich ich kochaliśmy. Pamięć o bliskich to nie tylko kwiaty oraz znicze na święto zmarłych,ale też modlitwa i miejsce w naszych sercach. Dzisiejszy wpis jest dla mnie bardzo ważny, ponieważ dziś odeszła od nas moja druga babcia, mama mojego taty. Wszyscy jesteśmy pogrążeni w żalu i smutku. Spoczywaj w pokoju babciu. + 09.05.2017.
Jaki jest złoty środek na idealny związek? Otóż nie ma takiego środka, bo nie ma idealnych związków.
Poznaliśmy się dwanaście lat temu, przez wspólną koleżankę.Dostałam jego numer od niej. Najpierw puszczałam tak zwane sygnałki , potem napisałam smsa. Spotkaliśmy się już następnego dnia. Wspólny spacer rozmowa, i tak zleciało nam popołudnie, wieczorem odprowadził mnie do domu.Przez pół nocy pisaliśmy ze sobą smsy. Na trzeci dzień zapytał czy zechciałabym z nim być, i tak się zaczeło. Widywaliśmy się codziennie popołudniu, ja rano najpierw byłam w szkole on w pracy. Tak nam mijały , dzień za dniem, miesiąc za miesiącem. Zamieszaliśmy razem po niecałym roku znajomości. Po roku wzięliśmy skromny ślub cywilny w pięknym miesiącu maj. W październiku urodził się nam nasz pierwszy syn. Mieszkaliśmy trochę sami, potem trochę z moimi rodzicami.Potem znów zamieszkaliśmy sami na mieszkaniu jego mamy. Jak to w związku bywa było raz dobrze raz źle. Ja charakterna lubiąca stawiać na swoim i licząca się prawie zawsze przede wszystkim ze sobą. On spokojny opanowany i lubiący pomagać innym, szczególnie swoim rodzicom. Były miedzy nami kłótnie,ale nie trwały one długo i mimo tego bardzo się kochaliśmy. Minęło pięć lat urodził nam się drugi syn. Niecały rok po jego urodzeniu dostaliśmy swoje pierwsze własne mieszanie. Małe ale własne (komunalne) Wzięliśmy ślub kościelny, bez wesela z małym przyjęciem w gronie najbliższych. Po roku od ślubu kościelnego dopadł nas poważny kryzys i już myślałam że to koniec. Ale szybko go zażegnaliśmy i wszystko wróciło do normy. Chodź było ciężko i wiem ze to ja zawiodłam, udało się to naprawić. Niedługo po tym urodziła się nam córeczka ta wyczekana córeczka tatusia bo dwóch synów już miał. Dostaliśmy większe mieszkanie na zamianę w innej miejscowości. I zaczęliśmy wszystko od nowa, tylko nasza miłość jest mocniejsza i silniejsza. Czasami jest ciężko i są miedzy nami sprzeczki , ale w związku gdzie dwoje ludzi się naprawdę kocha tego nie da się uniknąć. Wiem że oboje bardzo się kochamy i możemy na siebie liczyć. Szóstego maja mamy jedenastą rocznice ślubu, a ja pamiętam to jak by to było wczoraj. Mam nadzieję że będziemy razem tak szczęśliwi do końca życia.
Taki mój środek na udany związek to zrozumienie, zaufanie, rozmowa i szacunek.
Poznaliśmy się dwanaście lat temu, przez wspólną koleżankę.Dostałam jego numer od niej. Najpierw puszczałam tak zwane sygnałki , potem napisałam smsa. Spotkaliśmy się już następnego dnia. Wspólny spacer rozmowa, i tak zleciało nam popołudnie, wieczorem odprowadził mnie do domu.Przez pół nocy pisaliśmy ze sobą smsy. Na trzeci dzień zapytał czy zechciałabym z nim być, i tak się zaczeło. Widywaliśmy się codziennie popołudniu, ja rano najpierw byłam w szkole on w pracy. Tak nam mijały , dzień za dniem, miesiąc za miesiącem. Zamieszaliśmy razem po niecałym roku znajomości. Po roku wzięliśmy skromny ślub cywilny w pięknym miesiącu maj. W październiku urodził się nam nasz pierwszy syn. Mieszkaliśmy trochę sami, potem trochę z moimi rodzicami.Potem znów zamieszkaliśmy sami na mieszkaniu jego mamy. Jak to w związku bywa było raz dobrze raz źle. Ja charakterna lubiąca stawiać na swoim i licząca się prawie zawsze przede wszystkim ze sobą. On spokojny opanowany i lubiący pomagać innym, szczególnie swoim rodzicom. Były miedzy nami kłótnie,ale nie trwały one długo i mimo tego bardzo się kochaliśmy. Minęło pięć lat urodził nam się drugi syn. Niecały rok po jego urodzeniu dostaliśmy swoje pierwsze własne mieszanie. Małe ale własne (komunalne) Wzięliśmy ślub kościelny, bez wesela z małym przyjęciem w gronie najbliższych. Po roku od ślubu kościelnego dopadł nas poważny kryzys i już myślałam że to koniec. Ale szybko go zażegnaliśmy i wszystko wróciło do normy. Chodź było ciężko i wiem ze to ja zawiodłam, udało się to naprawić. Niedługo po tym urodziła się nam córeczka ta wyczekana córeczka tatusia bo dwóch synów już miał. Dostaliśmy większe mieszkanie na zamianę w innej miejscowości. I zaczęliśmy wszystko od nowa, tylko nasza miłość jest mocniejsza i silniejsza. Czasami jest ciężko i są miedzy nami sprzeczki , ale w związku gdzie dwoje ludzi się naprawdę kocha tego nie da się uniknąć. Wiem że oboje bardzo się kochamy i możemy na siebie liczyć. Szóstego maja mamy jedenastą rocznice ślubu, a ja pamiętam to jak by to było wczoraj. Mam nadzieję że będziemy razem tak szczęśliwi do końca życia.
Taki mój środek na udany związek to zrozumienie, zaufanie, rozmowa i szacunek.
Nie potrafię siedzieć w domu.
Poranek pobudka 5:00, robię kawę i kanapki mężowi do pracy. O siódmej z minutami budzę dzieciaki, bajka, kakao, kasza. Ubieramy się i o 7:40 wychodzimy do szkoły i przedszkola. Wracam do domu, szybka kawa w miedzy czasie sprzątam i szykuje sobie do obiadu. Siadam do fb i bloga. Stawiam obiad w między czasie lecę po maluchy do przedszkola. Najstarszy syn wraca do domu przed piętnastą, mąż po piętnastej siadamy do obiadu. Czasami jak jest pogoda albo gdy muszę coś załatwić, między przedszkolem a obiadem pojadę do miasta. I tak wygląda mój poranek oraz popołudnie, duszę się w tym. Po południa czasami są takie że siedzimy w domu i tak czas jakoś leci a czasami gdzieś pojedziemy, to do sklepu to do znajomych. Najbardziej lubię weekendy bo wiem że nie będziemy siedzieć w domu zawsze znajdzie się coś żeby się wyrwać. Lubie jak gdzieś jeździmy jak cały czas jesteśmy w drodze. Teraz gdy już przyszła wreszcie wiosna nareszcie częściej zaczniemy wychodzić z domu na spacery i wycieczki, czy nawet do ogrodu.W takich dniach czuję że żyję, i chce mi się żyć. Nie potrafię zrozumieć jak ludzie mogą z własnej nie przymuszonej woli siedzieć w domu całymi dniami, tygodniami. Nie wyjść z domu , na spacer , do sklepu. Kobiet nie lubią jeździć do sklepu na zakupy. Kobiet które nie widzą powodu żeby wyjść z domu i zacząć żyć pełnią życia.Taka monotonność nie jest dla mnie,przez trzy lata mieszkania w Książnicy ta codzienność ,prawię wpędziła mnie w poważną depresję.Przez to że wszędzie mieliśmy daleko, cały tydzień potrafiłam nie wychodzić z mieszkania.
Ja tak nie potrafię i szukam każdego pretekstu żebyśmy tylko spędzali czas po za domem. Jestem osobą która potrzebuje żeby w życiu coś się działo, nie mogę
oddać się rutynie. Oglądać tylko tv i sprzątać. Potrzebuję powietrza do życia i adrenaliny. Kiedyś sprawdzałam że to może być nerwica.Podobno nerwica to choroba, a choroby się leczy . Ale ja nie wiem czy chcę się z tego wyleczyć, dobrze mi z tym.
Poranek pobudka 5:00, robię kawę i kanapki mężowi do pracy. O siódmej z minutami budzę dzieciaki, bajka, kakao, kasza. Ubieramy się i o 7:40 wychodzimy do szkoły i przedszkola. Wracam do domu, szybka kawa w miedzy czasie sprzątam i szykuje sobie do obiadu. Siadam do fb i bloga. Stawiam obiad w między czasie lecę po maluchy do przedszkola. Najstarszy syn wraca do domu przed piętnastą, mąż po piętnastej siadamy do obiadu. Czasami jak jest pogoda albo gdy muszę coś załatwić, między przedszkolem a obiadem pojadę do miasta. I tak wygląda mój poranek oraz popołudnie, duszę się w tym. Po południa czasami są takie że siedzimy w domu i tak czas jakoś leci a czasami gdzieś pojedziemy, to do sklepu to do znajomych. Najbardziej lubię weekendy bo wiem że nie będziemy siedzieć w domu zawsze znajdzie się coś żeby się wyrwać. Lubie jak gdzieś jeździmy jak cały czas jesteśmy w drodze. Teraz gdy już przyszła wreszcie wiosna nareszcie częściej zaczniemy wychodzić z domu na spacery i wycieczki, czy nawet do ogrodu.W takich dniach czuję że żyję, i chce mi się żyć. Nie potrafię zrozumieć jak ludzie mogą z własnej nie przymuszonej woli siedzieć w domu całymi dniami, tygodniami. Nie wyjść z domu , na spacer , do sklepu. Kobiet nie lubią jeździć do sklepu na zakupy. Kobiet które nie widzą powodu żeby wyjść z domu i zacząć żyć pełnią życia.Taka monotonność nie jest dla mnie,przez trzy lata mieszkania w Książnicy ta codzienność ,prawię wpędziła mnie w poważną depresję.Przez to że wszędzie mieliśmy daleko, cały tydzień potrafiłam nie wychodzić z mieszkania.
Ja tak nie potrafię i szukam każdego pretekstu żebyśmy tylko spędzali czas po za domem. Jestem osobą która potrzebuje żeby w życiu coś się działo, nie mogę
oddać się rutynie. Oglądać tylko tv i sprzątać. Potrzebuję powietrza do życia i adrenaliny. Kiedyś sprawdzałam że to może być nerwica.Podobno nerwica to choroba, a choroby się leczy . Ale ja nie wiem czy chcę się z tego wyleczyć, dobrze mi z tym.
Popołudnie, siadam i pije kawę , przeglądam w telefonie facebooka. I co !!? Trafiam na artykuł w którym już sam tytuł szokuje.
" Przypalała dziecko papierosem , bo było niegrzeczne"
Klikam na tekst i czytam dalej.
Okazuje się że dramat czterolatka trwał od marca do kwietnia. Rany na ciele chłopca zauważyła babcia podczas kąpieli. Maluch wyznał babci że mama przypalała go papierosami bo jak mówi "był niegrzeczny i długo biegał po podwórku". Babcia natychmiast wezwała policję, a przesłuchania przez psychologa potwierdziły wersję chłopca. Policja potwierdziła że matka znęcała się się nad dzieckiem ze szczególnym okrucieństwem. Chłopiec ma rany na szyi , za uchem, na plecach oraz na dłoni. Podczas wizyty w szpitalu lekarze stwierdzili u czterolatka zespół dziecka maltretowanego.
Matka dziecka 27 latka została zatrzymana i przesłuchana, nie przyznaje się do winy. Chłopcem zajmie się babcia. Matce grozi 10 lat więzienia.
Czytam i zastanawiam się co ma w głowie taka "matka" , co nią kieruje. Żeby własnemu dziecku robić taką krzywdę. Mama najbliższa osoba powinna chronić , dawać poczucie bezpieczeństwa a ona świadomie funduje mu taką traumę. Biedny chłopiec, nie chcę sobie nawet wyobrażać jak musiał cierpieć. A ona , grozi jej najwyżej 10 lat. Co to jest za 10 lat za taką krzywdę. Coraz częściej słychać o takich typu przypadkach , jak np "nie żyje trzy miesięczny niemowlak, rodzice kompletnie pijani". Co kieruje tymi ludźmi? Co sprawia ze są tak bezduszni i robią krzywdę swoim własnym dzieciom. Nie mają sumienia ?
W pogoni za szczęściem
Szczęście, dla każdego z nas to słowo oznacza co innego. Dla mamy szczęściem będzie posiadanie dzieci, dla dziecka posiadanie zabawki. Są różne rodzaje szczęścia,i dla każdego z nas to szczęście wygląda inaczej.Ale czy potrafimy odnaleść to szczęście w codzienności, i zwykłym codziennym życiu? Dzień za dniem lecą, praca,dom,dzieci. Człowiek nie ma się kiedy zatrzymać, pomyśleć, docenić tego co ma. Właśnie takie przyziemnne rzeczy, że jesteśmy zdrowi , mamy pracę, dach nad głową. Że budzimy się rano i świeci słońce. Mówią docenisz jak stracisz, stracisz jak nie docenisz.." Trzeba w życiu zacząć cenić,to co daje nam los. Ktoś powie nie jestem szczęśliwy bo, nie mam domu z ogrodem i miliona na koncie. Ale ma za to kochającą żonę, wspaniałe dzieci,jest zdrowy.Ludzie nauczyli się narzekać bo tak im wygodnie.Nie ma tak na prawdę, jednej definicji szczęścia, bo każdy z nas jest inny i każdy z nas inaczej rozumie słowo "szczęście". Pewne jest to że życie mamy jedno i trzeba się cieszyć każdym dniem. Nigdy nie wiemy kiedy może zabraknąć nas na tym świecie.
Nie jest szczęśliwy w życiu ten co ma wszystko,ale ten który cieszy się tym co ma...
Nie jest szczęśliwy w życiu ten co ma wszystko,ale ten który cieszy się tym co ma...
Życiowe cele
Całe życie do czegoś dążymy. Każdy z nas do czego innego. Mamy obrany cel i staramy się go zrealizować. A do czego dążę ja, mama trójki dzieci , żona i kobieta przed trzydziestką.
Na to pytanie wiele razy próbowałam odpowiedzieć sama sobie. Na początku moim celem było mieć własne mieszanie , męża i dzieci. Z czasem te cele stały się rzeczywistościom. A na ich miejsce pojawiły się nowe, te bardziej realne i te mniej. Przez jakiś czas moim obsesyjnym celem było to aby być perfekcyjną mamą oraz Panią domu. Niestety moje starania poległy na niczym. Nie można być perfekcyjną mamą bo takie nie istnieją ale można być dobrą i fajną mamą. Perfekcyjna Panią domu też nie będę , przy trójce dzieci to wręcz nie realne. Musiałabym zamienić się w robota a i to by chyba nie wystarczyło. Doszłam do wniosku że dom nie muzeum, a my mamy w nim mieszkać a nie wyglądać. Nie pokładane od razu pranie,czy nie schowane naczynia do zmywarki czasem mogą poczekać. Kolejnym moim celem i marzeniem za razem, było założenie i prowadzenie bloga i to akurat się spełniło, ale to nie koniec. Teraz moim celem jest pozyskanie jak najwięcej odbiorców którzy będą czytać mojego bloga. Prowadzę swojego bloga o sobie i swoim życiu, oraz fanpage na facebooku.
Mam jeszcze parę celów do zrealizowania, są to bliższe oraz dalsze plany ale są.
W życiu różnie bywa czasami są sytuacje że nasze cele , plany musimy odłożyć na bok, będąc matka najważniejsze jest dla mnie dobro i szczęście moich dzieci. Jestem spełniona mamą i żoną ale mam jeszcze inne cele w życiu do których będę dążyć, wspiera mnie też w tym wszystkim mój mąż , któremu bardzo dziękuje. Dzięki temu że mamy cele w życiu, patrzymy z motywacją w przyszłość, cel wyznacza nam kierunek w życiu. Kiedy nie masz celu w życiu , Twoje życie może wydawać Ci się nudne i bez sensu. Warto więc pomyśleć i znaleźć swój cel, krótko lub długo terminowe. Ważne jest to aby pamiętać że nasze cele zmieniają się tak jak zmienia się nasze życie. Nie ważne co to będzie, może to być na początek np. postanowienie że co drugi dzień będę ćwiczyć. Nie to jest ważne co ale to że dzięki temu , stajemy się kimś lepszym niż byliśmy wcześniej. Codziennie dajemy sobie coś na co czekamy z przyjemnością. Podsumowując wyznaczając sobie cele w życiu, i codzienne realizacje , pozwalają nam skupiać się na przyjemnościach i przysłaniają nam negatywne sytuacje. Nabieramy sensu życia i pogodniej patrzymy w przyszłość.
Na to pytanie wiele razy próbowałam odpowiedzieć sama sobie. Na początku moim celem było mieć własne mieszanie , męża i dzieci. Z czasem te cele stały się rzeczywistościom. A na ich miejsce pojawiły się nowe, te bardziej realne i te mniej. Przez jakiś czas moim obsesyjnym celem było to aby być perfekcyjną mamą oraz Panią domu. Niestety moje starania poległy na niczym. Nie można być perfekcyjną mamą bo takie nie istnieją ale można być dobrą i fajną mamą. Perfekcyjna Panią domu też nie będę , przy trójce dzieci to wręcz nie realne. Musiałabym zamienić się w robota a i to by chyba nie wystarczyło. Doszłam do wniosku że dom nie muzeum, a my mamy w nim mieszkać a nie wyglądać. Nie pokładane od razu pranie,czy nie schowane naczynia do zmywarki czasem mogą poczekać. Kolejnym moim celem i marzeniem za razem, było założenie i prowadzenie bloga i to akurat się spełniło, ale to nie koniec. Teraz moim celem jest pozyskanie jak najwięcej odbiorców którzy będą czytać mojego bloga. Prowadzę swojego bloga o sobie i swoim życiu, oraz fanpage na facebooku.
Mam jeszcze parę celów do zrealizowania, są to bliższe oraz dalsze plany ale są.
W życiu różnie bywa czasami są sytuacje że nasze cele , plany musimy odłożyć na bok, będąc matka najważniejsze jest dla mnie dobro i szczęście moich dzieci. Jestem spełniona mamą i żoną ale mam jeszcze inne cele w życiu do których będę dążyć, wspiera mnie też w tym wszystkim mój mąż , któremu bardzo dziękuje. Dzięki temu że mamy cele w życiu, patrzymy z motywacją w przyszłość, cel wyznacza nam kierunek w życiu. Kiedy nie masz celu w życiu , Twoje życie może wydawać Ci się nudne i bez sensu. Warto więc pomyśleć i znaleźć swój cel, krótko lub długo terminowe. Ważne jest to aby pamiętać że nasze cele zmieniają się tak jak zmienia się nasze życie. Nie ważne co to będzie, może to być na początek np. postanowienie że co drugi dzień będę ćwiczyć. Nie to jest ważne co ale to że dzięki temu , stajemy się kimś lepszym niż byliśmy wcześniej. Codziennie dajemy sobie coś na co czekamy z przyjemnością. Podsumowując wyznaczając sobie cele w życiu, i codzienne realizacje , pozwalają nam skupiać się na przyjemnościach i przysłaniają nam negatywne sytuacje. Nabieramy sensu życia i pogodniej patrzymy w przyszłość.
sobota, 20 maja 2017
Kogel mogel
Każdy z nas ma w pamięci taki smak który pamięta z dzieciństwa. Smak który przywołuje w nas wspomnienia , który jest dla nas niepowtarzalny. Może być to ulubiony deser , danie,czy kanapka, przeważnie coś co przygotowywała nam nasza babcia lub mama gdy byliśmy dziećmi. Możemy mieć ich wiele lub jeden wybrany. Moim takim smakiem z dzieciństwa, który pamiętam najbardziej i który wywołuje we mnie naprawdę piękne wspomnienia, jest kogel mogel. Od najmłodszych lat jeździłam do babci na wieś i tam też spędzałam prawie każde wakacje. Pamiętam jak z kuzynką chodziłyśmy codziennie z naszą babcią z samego rana do stajni.Karmiłyśmy z babcią i wyprowadzałyśmy krowy na łąkę oraz własnoręcznie doiłam krowę.Następnie karmiłyśmy kury i zbierałyśmy jajka.
Babcia zawsze dawała nam do kubka, z cukrem żółtko i łyżeczką ucierałyśmy na kogel mogel. Uwielbiałam ten smak. Trzeba było nie nie lada namachać żeby utrzeć tak żeby nie było czuć grudek cukru. Nikt wtedy nawet nie myślał o salmonelli czy innych chorobach. W tamtych czasach ludzie inaczej podchodzili do dbania o zdrowie. Wiadome było że "swoje" wiejskie znaczy zdrowe. Babcia nie parzyła jajek zanim dostaliśmy je do zjedzenia na surowo. Owoce jadło się prosto z krzaka lub drzewa. A
i nikt nas nie gonił żeby myć ręce przed każdym posiłkiem.
Dzisiaj czasy się zmieniły i nie wszystko nam smakuje tak samo jak za dziecka. Dziś przeważnie kupujemy jajka czy inne produkty w supermarketach , na targu lub w sklepach ze zdrową żywnością. Rzeczą oczywistą jest to że przed podaniem dzieciom owoców czy warzyw bardzo staranie je najpierw myjemy. Teraz bardzo rzadko, ktokolwiek robi swoim dzieciom kogel mogel. A jeśli już to parzymy jajka we wrzątku , mimo to jest obawa że zachorujemy.
Moja mama ostatnimi czasy zaczęła hodować własne kury i przywiozła mi jajka. Takie zdrowe , swojskie kury nie są na paszy i antybiotykach, więc i jajka zdrowe. Pierwsza moja myśl była oczywiście wiadoma, będzie kogel mogel. Moje dzieci ucieszyły się bardzo, bo już jakiś czas temu poznały smak mojego dzieciństwa i one uwielbiają ten przysmak. Nie parzyłam jajek tych od mamy, chciałam aby to było tak jak ja to pamiętam. A jakie są Wasze smaki dzieciństwa ?
Babcia zawsze dawała nam do kubka, z cukrem żółtko i łyżeczką ucierałyśmy na kogel mogel. Uwielbiałam ten smak. Trzeba było nie nie lada namachać żeby utrzeć tak żeby nie było czuć grudek cukru. Nikt wtedy nawet nie myślał o salmonelli czy innych chorobach. W tamtych czasach ludzie inaczej podchodzili do dbania o zdrowie. Wiadome było że "swoje" wiejskie znaczy zdrowe. Babcia nie parzyła jajek zanim dostaliśmy je do zjedzenia na surowo. Owoce jadło się prosto z krzaka lub drzewa. A
i nikt nas nie gonił żeby myć ręce przed każdym posiłkiem.
Dzisiaj czasy się zmieniły i nie wszystko nam smakuje tak samo jak za dziecka. Dziś przeważnie kupujemy jajka czy inne produkty w supermarketach , na targu lub w sklepach ze zdrową żywnością. Rzeczą oczywistą jest to że przed podaniem dzieciom owoców czy warzyw bardzo staranie je najpierw myjemy. Teraz bardzo rzadko, ktokolwiek robi swoim dzieciom kogel mogel. A jeśli już to parzymy jajka we wrzątku , mimo to jest obawa że zachorujemy.
Moja mama ostatnimi czasy zaczęła hodować własne kury i przywiozła mi jajka. Takie zdrowe , swojskie kury nie są na paszy i antybiotykach, więc i jajka zdrowe. Pierwsza moja myśl była oczywiście wiadoma, będzie kogel mogel. Moje dzieci ucieszyły się bardzo, bo już jakiś czas temu poznały smak mojego dzieciństwa i one uwielbiają ten przysmak. Nie parzyłam jajek tych od mamy, chciałam aby to było tak jak ja to pamiętam. A jakie są Wasze smaki dzieciństwa ?
poniedziałek, 20 marca 2017
Słodycze
Dzieci i słodycze. Wszędzie jesteśmy atakowani, różnymi spotami, reklamami, i postami o tym żeby nasze dzieci jadły mniej słodyczy albo nie jadły ich wcale.
Może ktoś uzna że jestem złą matką,ale moje dzieci jedzą słodycze i wcale nie zamierzam im tego bronić. A dlaczego? A dlatego, że kiedyś sama byłam dzieckiem które uwielbiało słodycze, i miałam je ograniczane i wiem jak to jest.
Wiem że powinno się żyć zdrowo i zdrowo odżywiać. Życie i dzieciństwo mamy też tylko jedno. Nie potrafię dzieciom odmawiać słodyczy tak często jak powinnam.Co nie oznacza że moje dzieci jedzą tylko słodkie i w takiej ilości jakiej chcą. Jedzą po obiedzie, czasem rano po śniadaniu.Nie mamy żadnych wyznaczonych dni na jedzenie słodyczy. Po prostu mają ochotę to jedzą, Wiem że nie powinnam ale jestem zdania że im bardziej im będę im tego zabraniać, tym bardziej ich będzie do tego ciągnąć.
Dlatego nie zabraniam moim dzieciom jeść słodkiego bo wiem że bardzo to lubią. A nam dorosłym, słodycze smakują i poprawiają czasem humor.
Tak podsumowując każdy rodzic, wie co jest dobre dla swojego dziecka a co nie.
Może ktoś uzna że jestem złą matką,ale moje dzieci jedzą słodycze i wcale nie zamierzam im tego bronić. A dlaczego? A dlatego, że kiedyś sama byłam dzieckiem które uwielbiało słodycze, i miałam je ograniczane i wiem jak to jest.
Wiem że powinno się żyć zdrowo i zdrowo odżywiać. Życie i dzieciństwo mamy też tylko jedno. Nie potrafię dzieciom odmawiać słodyczy tak często jak powinnam.Co nie oznacza że moje dzieci jedzą tylko słodkie i w takiej ilości jakiej chcą. Jedzą po obiedzie, czasem rano po śniadaniu.Nie mamy żadnych wyznaczonych dni na jedzenie słodyczy. Po prostu mają ochotę to jedzą, Wiem że nie powinnam ale jestem zdania że im bardziej im będę im tego zabraniać, tym bardziej ich będzie do tego ciągnąć.
Dlatego nie zabraniam moim dzieciom jeść słodkiego bo wiem że bardzo to lubią. A nam dorosłym, słodycze smakują i poprawiają czasem humor.
Tak podsumowując każdy rodzic, wie co jest dobre dla swojego dziecka a co nie.
czwartek, 16 marca 2017
Wiosna !!!
Wiosna!!!
Wiosna to czas, gdy wszystko budzi się do życia. To czas gdy chce się żyć, wyjść z domu i uśmiechać się do ludzi. Wiosna to czas zmian, czas wiosennych porządków nie tylko w domu, ale i w życiu.To czas gdy człowiek nabiera chęci życia i czuje że chce mu się żyć.
Uwielbiam chwile gdy przychodzi wiosna, robi się cieplej, dłużej widno.Rano budzi mnie śpiew ptaków za oknem.Na drzewach zaczynają pojawiać się pierwsze pąki,trawa robi się zielona.Chętniej wstaje rano gdy wiem że za oknem świeci słońce.Dzieciaki więcej czasu zaczną spędzać na powietrzu.Jeszcze trochę i można będzie zająć się ogródkiem, a tam zajdą duże zmiany. Jeśli chodzi o wiosenne porządki to ja zaczełam już wczoraj, i zrobiłam przebiurkę w swojej szafie.Czas wziąść się za siebie, zacząć ćwiczyć, zdrowiej się odżywiać. Zaczeliśmy nawet wszyscy razem rodzinnie, chodzić na basen, i zamierzamy robić to regularnie.Wiosna to idealny czas na takie właśnie zmiany. i mam nadzieję że nie tylko ja tak uważam.
Wiosna to czas, gdy wszystko budzi się do życia. To czas gdy chce się żyć, wyjść z domu i uśmiechać się do ludzi. Wiosna to czas zmian, czas wiosennych porządków nie tylko w domu, ale i w życiu.To czas gdy człowiek nabiera chęci życia i czuje że chce mu się żyć.
Uwielbiam chwile gdy przychodzi wiosna, robi się cieplej, dłużej widno.Rano budzi mnie śpiew ptaków za oknem.Na drzewach zaczynają pojawiać się pierwsze pąki,trawa robi się zielona.Chętniej wstaje rano gdy wiem że za oknem świeci słońce.Dzieciaki więcej czasu zaczną spędzać na powietrzu.Jeszcze trochę i można będzie zająć się ogródkiem, a tam zajdą duże zmiany. Jeśli chodzi o wiosenne porządki to ja zaczełam już wczoraj, i zrobiłam przebiurkę w swojej szafie.Czas wziąść się za siebie, zacząć ćwiczyć, zdrowiej się odżywiać. Zaczeliśmy nawet wszyscy razem rodzinnie, chodzić na basen, i zamierzamy robić to regularnie.Wiosna to idealny czas na takie właśnie zmiany. i mam nadzieję że nie tylko ja tak uważam.
środa, 15 marca 2017
Dlaczego nie mamy kota ani psa!?
Coraz częściej słyszę pytanie: Dlaczego nie macie kota albo psa?Otóż dlatego że te zwierzęta nie pasują do naszego stylu życia. Ja osobiście chciałbym mieć psa, takiego ślicznego amstaffa,ale po za tym że pies u nas w domu być nie może, to dla mojego męża już na pewno nie ta rasa. Pies potrzebuje spacerów, uwagi, i przede wszystkim u nas za często przebywał by sam w domu szczególnie weekendy święta i wakacje. Kota szybciej zostawi się w domu samego nawet na te dwa dni.Ale u mnie z kotem jest taki problem że nienawidzę czyścić kuwety, . Oczywiście posiadamy zwierzątka w domu są to dwa żółwie wodnolądowe, rybka oraz świnka morska :) Może kiedyś zdecydujemy się na pieska albo kotka, ale to jeszcze na pewno nie teraz. Nasze dzieci mimo wszystko mają kontakt z psami i kotkami i innymi zwierzętami u moich rodziców lub u mojej siostry.
zdj.kot mojej siostry Bobiś :)
zdj.kot mojej siostry Bobiś :)
środa, 8 marca 2017
Mała Minnie
Ktoś ważny. Dla nas dorosłych kimś ważnym jest np.żona lub mąż, przyjaciółka lub siostra,brat. A dla naszych dzieci, ten ktoś ważny, najważniejszy to oprócz rodziców jest ulubiony"miś"
Moja córeczka Madzia ma trzy latka, jej ulubioną przytulanką jest "Minnie". Tak Minnie z Myszki Miki, mała pluszowa maskotka. No właśnie, dla mnie to tylko maskotka a dla mojego trzy letniego dziecka to cały świat. Towarzyszy jej wszędzie odkąd pamiętam, śpi z nią, chodzi do przedszkola, jeździ do babci i na wakacje nad morze. Zabiera ją na zakupy i do lekarza,wszędzie gdzie jest Madzia jest i Minnie. Kiedyś nawet mnie to złościło bo trzeba było ciągle pilnować żeby nie zapomniała lub jej nie zgubiła.
Aż do dnia w którym Madzia przyszła do nas nad ranem,cała zapłakana. Śniło jej się że Minnie spaliła się w piecu, tuliła myszkę do siebie i płakała. W oczach miała strach i przerażenie.Wtedy zrozumiałam jak ważna jest dla niej,taka zwykła dla nas dorosłych mała pluszowa zabawka.
Moja córeczka Madzia ma trzy latka, jej ulubioną przytulanką jest "Minnie". Tak Minnie z Myszki Miki, mała pluszowa maskotka. No właśnie, dla mnie to tylko maskotka a dla mojego trzy letniego dziecka to cały świat. Towarzyszy jej wszędzie odkąd pamiętam, śpi z nią, chodzi do przedszkola, jeździ do babci i na wakacje nad morze. Zabiera ją na zakupy i do lekarza,wszędzie gdzie jest Madzia jest i Minnie. Kiedyś nawet mnie to złościło bo trzeba było ciągle pilnować żeby nie zapomniała lub jej nie zgubiła.
Aż do dnia w którym Madzia przyszła do nas nad ranem,cała zapłakana. Śniło jej się że Minnie spaliła się w piecu, tuliła myszkę do siebie i płakała. W oczach miała strach i przerażenie.Wtedy zrozumiałam jak ważna jest dla niej,taka zwykła dla nas dorosłych mała pluszowa zabawka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
-
Cześć to ja depresja!!! Zamieszkam u Ciebie, będzie nam razem dobrze. Jesteś taka przytłoczona tym wszystkim, masz już dość. Codzienności,...
-
Całe życie do czegoś dążymy. Każdy z nas do czego innego. Mamy obrany cel i staramy się go zrealizować. A do czego dążę ja, mama trójki dzi...
-
Komputer, tablet, smartfon,laptop używki naszych dzieci.Niestety dzieci w dzisiejszych czasach już od najmłodszych lat używają tego typu ...
























